hiszpania +2. gonitwa byków corrida. oprac. Radosław Opas. 31-10-2021 19:29. że poszkodowani brali udział w organizowanych w regionie gonitwach z bykami, tzw. bous al carrer. Potwierdzono
Najwięcej ich odbywa się w MadrycieSewilli. Jednym ze zwolenników corridy jest były król Hiszpanii Juan Carlos. Trzeba także zaznaczyć, że Hiszpania to nie jedyny kraj, w którym odbywają się walki byków, ale to właśnie stąd pochodzą najlepsi matadorzy. Prawdziwą sławą i dumą tego kraju jest pochodzący z Walencji Enrique Ponce.
Corrida (od hiszpańskiego correr, czyli „biegać”) to tradycyjna i rytualna walka człowieka z bykiem, odbywająca się na specjalnie do tego celu przygotowanej arenie (zwanej arena de toros). Nie wiadomo dokładnie, jakie są początki korridy – jedni wskazują na Arabów, którzy przez osiem wieków zajmowali Półwysep Iberyjski, inni
Telemadryt to kolejny z oficjalne strony telewizorów Hiszpanii. W nim można za darmo oglądać walki byków w najlepszej jakości. Należy zauważyć, że jeśli mieszkasz w Madrycie, możesz dystrybuować kanał Telewizja za darmo. Z drugiej strony, jeśli chcesz oglądać walki byków online, możesz uzyskać dostęp do oficjalnej strony
Sezon gonitw otwarty! W Pampelunie, na północy Hiszpanii, tysiące śmiałków wzięło udział w pierwszej w tym roku gonitwie z bykami w ramach fiesty ku czci jednego z patronów Nawarry, św. Fermina. Dwie osoby, które upadły uciekając przed stadem, trafiły do szpitala. Podczas trwającej zaledwie 2 minuty i 25 sekund gonitwy nikt nie
Corrida Ortograficzna, czyli walka z bykami! Corrida Ortograficzna, czyli walka z bykami! 8 lutego w naszej szkole odbyła się zaciekła walka z „bykami”. Uczniowie klas IV-VIII wzięli udział w kolejnej edycji Corridy Ortograficzne. Ich zadaniem było napisanie dyktanda, sprawdzającego znajomość zasad ortograficznych.
Arena walk byków Historia Zwiedzanie. Plaza de Toros de la Real Maestranza de Caballería de Sevilla – arena walki z bykiem w Sewilli, najstarsza w Hiszpanii. Najbardziej znana imprezą tutaj organizowaną jest Feria de Abril, festiwal walk byków organizowany dwa tygodnie po Wielkanocy. Na podstawie: Wikipedia.
e6tCdC. Travel Safe Porady, jak bezpiecznie podróżować Najnowsze wiadomości Festivity of National Tourist Interest Tradycyjne karnawałowe święto byków w Ciudad Rodrigo, (Salamanka, Kastylia-León) © Emilio Estudio Salamanca Ten karnawał jest ściśle związany ze światem walk byków. Podczas tego święta mieszkańcy Ciudad Rodrigo żyją walkami byków. Gonitwy, walki amatorskie i walki z młodymi bykami stanowią centralny punkt tego wyjątkowego karnawału z bykami w roli głównej. Obchody zaczynają się dużo wcześniej. Mówi się: „Karnawał przychodzi z św. Sebastianem.” Walki amatorskie, tak zwane capeas, są tak samo ważne, jak gonitwy i walki z młodymi bykami. Istnieje instytucja o nazwie „Bolsín Taurino“, której misją jest poszukiwanie nowych talentów wśród maletillas (młodych ludzi aspirujących do bycia torreadorami). Ponownie organizuje się gonitwy byków na koniach i istnieje swego rodzaju klub jeździecki – „Peña del Caballo”. Gonitwie byków towarzyszą wielkie emocje, ponieważ po drodze odbywają się tańce, które przerywa się, gdy pojawia się byk. Tradycyjne karnawałowe święto byków Ciudad-Rodrigo, Ciudad Rodrigo, Salamanka (Kastylia i León) Gonitwa byków na koniach podczas karnawałowego święta byków w Ciudad Rodrigo (Salamanka, Kastylia-León) © Emilio Estudio Maski na karnawałowym święcie byków w Ciudad Rodrigo (Salamanka, Kastylia-León) © Emilio Estudio Amatorska walka z bykiem podczas karnawałowego święta byków w Ciudad Rodrigo (Salamanka, Kastylia-León) © Emilio Estudio Co robićPomysły, które cię zainspirują
Hiszpania jest duży krajem położonym w Europie Zachodniej. Hiszpania zajmuje większą część Półwyspu Iberyjskiego oraz dwa archipelagi: – Wyspy Kanaryjskie na Atlantyku oraz – Baleary na Morzu Śródziemnym Ceuta i Melilla to dwa miasta, znajdujące się na północy Afryki, które terytorialnie należą do Hiszpanii. Hiszpania charakteryzuje się górzystym i wyżynnym położeniem, ciepłym i gorącym latem klimatem, a także łagodnymi zimami. Ciepły klimat powoduje, że sezon turystyczny trwa przez większą część roku. W skład Hiszpanii wchodzi 17 geograficznych regionów, które nazywają się comunidad autónoma, czyli wspólnoty autonomiczne. Do Hiszpanii należą dwa archipelagi wysp, tj. Baleary na Morzu Śródziemnym oraz Wyspy Kanaryjskie na Atlantyku. W skład terytorium kraju są także dwa miasta, które znajdują się na afrykańskim wybrzeżu Morza Śródziemnego w Maroku: Ceuta oraz Melilla. Kraj liczy około 47 mln mieszkańców, a stolicą jest Madryt. Oficjalnym językiem w Hiszpanii jest język hiszpański / español lub castellano/. Znaczna część mieszkańców Hiszpanii posługuje się językiem katalońskim, który jest drugim językiem oficjalnym. Językiem katalońskim posługuje się w Katalonii, Walencji oraz Baleary. W Galicji oficjalnym językiem jest język galego, czyli galisyjski. Oprócz wymienionych języków, możemy usłyszeć w Kraju Basków oraz we wspólnocie Nawarra, język baskijski, czyli euskera. Waluta płatniczą w Hiszpanii jest euro, wcześniej jednostką monetarna była peseta /peso/. Co warto wiedzieć o Hiszpanii? Przede wszystkim to, ze w Hiszpanii: – produkuje się najwięcej wina – obiad w przeciętnej hiszpańskiej rodzinie składa się z dwóch dań i obowiązkowo z deseru – typowa hiszpańska przystawka to tapas – światową stolicą flamenco jest Madryt – to tutaj produkuje się najwięcej solarów do produkcji energii słonecznej – typowym symbolem Hiszpanii jest korrida /corrida/, czyli walka z bykami A co jeszcze? W Hiszpanii jest około 200 rezerwatów przyrody i 12 parków narodowych. Jest to kraj wyżynny i górzysty. Hiszpania liczy sobie ponad km plaż. Najwyższy szczyt górski to Teide, wysokość wynosi 3718 m Językiem hiszpańskim posłuje się w 44 krajach. To najważniejsze informacje w formie skrótowej.
Nie muszę nikogo przekonywać, że podróż do Hiszpanii jest zawsze atrakcyjna, o każdej porze roku. Hiszpania to temat rzeka, kraj położony na Półwyspie Iberyjskim pomiędzy Portugalią i Francją, zamieszkały przez 46 milionów ludzi, wrył się głęboko w historię, kulturę i sztukę całego szeregu innych państw na świecie. Dodatkowo jest potentatem w produkcji wieprzowiny, zwłaszcza słynnej hiszpańskiej szynki „jamon iberico”, co mnie akurat zdobyta ! Podróż do Boeing 747 powoli kołował do terminala, zaraz po tym, gdy miękko usiadł na skąpanym słońcem lotnisku w Sewilli, pomyślałem, że: „nareszcie jestem w Hiszpanii !” Jak to mówią do trzech razy sztuka, bo poprzednie dwa razy okazały się fiaskiem. Gdy byłem młodszy próbowałem dostać się do Hiszpanii autostopem, a nawet własnym samochodem, ale zabrakło mi czasu i kasy. Jednak mój pierwszy raz jest godny odnotowania. Pewnego razu wiozła nas Hiszpanka z Andaluzji, z miejsca gdzie mieszkają świnki iberico. Miała taką samą ciemną skórę jak one, opaloną i oliwkową, tyle, że miała piękne pukle czarnych włosów i nie była łysa jak słynne hiszpańskie świnie. No może na nogach, bo ich skóra była sumiennie wygolona i w czarnych pończochach wyglądała bardzo ponętnie. Podczas podróży podała nam na kolana ciemną czekoladopodobną tabliczkę, w którą gapiliśmy się jak sroka w gnat. Gdyby nawet była to jamon iberico i tak byśmy o tym nie wiedzieli, chłopcy z komunizmu nie mieli prawa znać takich frykasów. Posmakowawszy jej kilka razy wyrzuciliśmy ją potem ukradkiem przez okno, bo smakowała nieciekawie i miała gorzki smak. „Ach, niech ma dziewczyna radochę, że nam smakowało” – tak sobie wówczas myśleliśmy i chcieliśmy być po prostu mili za okazaną nam pomoc. Po kilkunastu kilometrach Hiszpanka zażądała zwrotu tego specyfiku, bo okazał się on być opium w najczystszej postaci, chciała tylko żebyśmy trochę się sztachnęli, ale nie żeby zużyć całą dostępną ilość ! Gdy okazało się, że nie mamy już narkotyku, gwałtownie zahamowała, z furią wyrzuciła nas z auta i odjechała z naszymi bagażami. Ponieważ były w nich same puszki z mielonką i szprotkami oraz paczki z mlekiem w proszku, szybko i je wyrzuciła na pobocze drogi. No cóż…przyzwyczajona do smaku jamon iberico nie będzie takiego badziewia brać do ust. Teraz jednak Sewilla powitała mnie słońcem i przyjemną temperaturą bez narkotyków i awantur. Sewilla wraz z Kordobą należy do najcieplejszych miast w Europie i można tutaj po prostu odwalić kitę, gdy na Wasze głowy wyleje się rycząca czterdziestka i prawdziwy żar z nieba (mowa o temperaturze ponad 40 stopni Celsjusza). Soczyste słońce bardzo mnie cieszyło, ale gdy pierwszego dnia o 7:20 rano odsłoniłem okno w hotelu oczom moim ukazała się ciemność. „Kurde, ktoś wyłączył słońce !” – pomyślałem wtedy, ale na szczęście nie była to nigdy nie była stolicą Hiszpanii, ale uwielbiali ją królowie i nie szczędzili jej kasy. Dawne bogactwo i ślady hiszpańskiej potęgi, którą teraz kurz bardzo przyprószył, widać w tym mieście wszędzie. Lata świetności zawdzięczała monopolowi na handel towarami przywożonymi, a właściwie kradzionymi z Ameryki Południowej i choć Sewilla nie jest miastem portowym, to była morską potęgą handlową, dzięki rzece Gwadalkiwir – przepustką do Atlantyku. Idylla się zakończyła, gdy do gry wszedł Kadyks i odebrał Sewilli przywileje. No cóż…nowy zbój pojawił się w piaskownicy i nic nie się rozkręca. Plac w Hiszpanii jest wiele placów hiszpańskich, ten w Sewilli – powstały na wystawę Iberyjsko-amerykańską – jest chyba najwspanialszy. To ogromy plac otoczony przepięknymi galeriami w kształcie podkowy, z czterema mostami symbolizującymi cztery dawne królestwa: Navarrę, Aragonię, Kastylię i placu hiszpańskiego w Sewilli są ściany pokryte cudowną ręcznie malowaną ceramiką, a każda z nich poświęcona jest jednej z 48 hiszpańskich spacerku po tym przestronnym i monumentalnym terenie dołączyłem do naszego autokaru z wycieczkowiczami i wyluzowanym pilotem w japonkach na nogach i chustą na głowie, który okazał się być bardzo profesjonalnym i spoko gościem. W pełni panował nad sytuacją i nad naszym losem przez cały czas wycieczki. Bałem się, że wewnątrz autobusu zastanę samą geriatrię, ale na szczęście okazało się, że moi ziomkowie są całkiem sprawni i mobilni. Ba ! Okazało się, że posadzono mnie razem z moją córką…do tej pory nie wspomniałem, że wraz ze mną wepchnęła się do samolotu i teraz miałem ją na karku przez cały czas. Ma 16 lat…hm…na małe dziecko nie poderwę już żadnej Hiszpanki, to może chociaż niech skoczy czasem po zimne piwo do naszego hiszpańskiego kierowcy. Nasza trasa wiodła przez Sewillę, Kordobę, Madryt, Barcelonę, Walencję i Grenadę, a więc okazja ku temu nadarzała się dość często. A propos Hiszpanek, dowiedziałem się, że Polak płci męskiej nie ma u nich żadnych szans. Nasi mężczyźni otwierają dopiero trzecią dziesiątkę najbardziej pożądanych przez nie facetów. „Polacy są dobrzy” – mówią, ale potem dodają, że do zbierania oliwek. Za to Polki cieszą się dużym wzięciem, nie muszą znać nawet hiszpańskiego, wystarczy, że raz w tygodniu usmażą jajecznicę. Podobno związki z nimi są bardzo szczęśliwe, ale tylko przez dwa lata (jednak to zawsze coś). Ale wróćmy do naszej przepięknej Sewilli i jej bajecznych, krętych i wąskich uliczek. Niektóre mają zaledwie półtora metra szerokości i ledwie można przecisnąć się pośród turystów zagracających drogę, a swoje bogate żniwo zbierają w nich kieszonkowcy. Takie wąskie ulice budowano, aby chronić się przed upałem, promienie słońca nie mogły dosięgnąć bruku i temperatura w uliczce była niższa nawet o 10 stopni C. Uliczkami usłanymi restauracjami oferującymi wspaniałe tapas czyli przekąski i dania obiadowe dnia menu del dia, doszliśmy do rynku na którym króluje gotycka katedra Najświętszej Marii Panny zrobiona z minaretu, którego wieżę Girandę przerobiono na nie ma schodów, a na górę wchodzi się po podjeździe dla osiołków na którym mułłowie wjeżdżali na szczyt. Osłów jednak nie mieliśmy więc wchodzimy na górę o własnych siłach, a z wieży kontemplujemy wspaniały widok Sewilli leniwie bytującej pod przez ponad 800 lat była pod panowaniem arabskim, ponieważ bardzo dawno temu Maurowie pod wodzą Tarika opanowali Półwysep Iberyjski będący we władaniu Wizygotów, którzy wcześniej wzięli go sobie od Cesarstwa Rzymskiego. Arabów zatrzymał na linii Pirenejów niejaki Karol Młot….nie, to nie jest mój ziomek z Łazarza, choć ksywa taka sama. Arabom odechciało się wówczas podbojów i osiedli sobie na tronie Hiszpanii, na którym trochę się zasiedzieli. Z siodła wysadziła ich dopiero rekonkwista, która odzyskała Hiszpanię dla katolików, a ci zaczęli niszczyć wszelkie symbole islamu. Ostatnim arabskim bastionem była Grenada, która padła w XV wieku pod naporem Kastylii i Aragonii. W rekonkwiście mieli swój udział liczni władcy katoliccy w Hiszpanii, ale ten przydomek nie odzwierciedlał bynajmniej ich przymiotów, ale fakt, że pozabijali dość dużo wrogów, nakradli mnóstwo dóbr, a część łupów podarowali Papieżowi. Po różnych sewilskich atrakcjach i zasłuchaniu się w piękne i wartkie opowieści lokalnych przewodników, wreszcie trafiamy na……Plaza de toros de SewillaCzyli najsłynniejszą i najstarszą arenę corridy w Hiszpanii. Corrida w Andaluzji, której stolicą jest Sewilla, ma znaczenie szczególne, prawie mistyczne. To taniec człowieka z bykiem, sztuka i kunszt najwyższych lotów, w każdej knajpie na zadupiu Andaluzji znaleźć można lokalnych dziadków sączących piwo, dyskutujących i gestykulujących podczas transmisji telewizyjnej z corridy. Nikt się tak na tym nie zna jak mieszkańcy Andaluzji, to oni znają wszystkie układy toreadora, choć dla nas – niewtajemniczonych corrida jawi się jako krwawa fanaberia. Toreadorzy (a właściwie matadorzy, bo na końcu zabijają byka jednym pchnięciem, a „matar” po hiszpańsku oznacza zabijać) są na samym szczycie celebrytów w Hiszpanii, przebijają nawet piłkarzy, co wydaje się niemożliwe. Mają wspaniałe, wyszywane i złocone stroje, najlepsze auta, czołówki w prasie i najlepsze kobiety. Ronaldo to dla nich chłopak na posyłki. Toreador to taki gorszy matador, bo nie zabija byka, ale drażni go tylko muletą na początku pokazu, aby go zmęczyć. Pomagają mu w tym pikadorzy, którzy z grzbietu konia obudowanego w materace (dla ochrony przed rogami) dźgają byka, a potem banderillero wbijają w grzbiet stwora krótkie włócznie ze wstążkami. Wszystko po to, aby osłabić ogromne mięśnie byka i żeby od razu nie starł człowieka na proch. W Andaluzji każda większa hacjenda lub pueblo ma swoją mini arenę i jeśli zainteresowani mają kilka tysięcy euro, to corrida przyjedzie do nich na rodzinny piknik, urodziny lub inną imprezę. Plaza nie jest specjalnie duża i nie może być, ze względu na to, że widzowie muszą widzieć każdy ruch byka i toreadora, czuć ich pot i oddech, a wszystko to rozgrywa się pod gorejącym słońcem na idealnie żółtym i drobnym piasku, który wchłania czerwone plamy krwi. Wszak żółty i czerwony – to kolory flagi to jeden z symbolów Hiszpanii, drugim jest flamenco, ale o tym opowiem później, gdy dotrzemy na Grenadę na wspaniały pokaz cygańskiego flamenco, który chłonąłem ze szklaneczką whisky z lodem w ręku. Jednak nie wszędzie corrida cieszy się takim powodzeniem, bo w Katalonii i na Wyspach Kanaryjskich jest wręcz zakazana. Pierwotnie walka z bykami odbywała się z grzbietu konia, ale pod wpływem Maurów eliminowano stopniowo konie, a w XVIII wieku w Andaluzji niejaki Romero – legenda matadorów, zszedł z konia i stanął twarzą w twarz z rozjuszonym bykiem z muletą i mieczem w ręce. Odtąd zainteresowanie procederem i podziw dla matadorów wzrosły i corrida przeistoczyła się w ogromny biznes, choć nie o pieniądze w niej tak naprawdę chodzi. Matadorzy to maminsynki, liczy się dla nich tylko madre – matka, która decyduje o jego losach. Słynny był toreador Manolete, który kochał się w pewnej kobiecie, ale jego matka jej nie akceptowała. Gdy wreszcie zgodziła się na ożenek, chłop tak się ucieszył i przy tym zdekoncentrował, że zabił go trzeciorzędny byk na corridzie w Kordobie w 1947 r. Słynne stało się zawołanie: „Manolete, ślubu nie będzie !”.Wspomnę jeszcze, że poza dniem ostatecznym, gdy byki giną na arenie (choć są wyjątki, że zwierzęta były tak dzielne, że zostały ułaskawione i żyły na emeryturze do śmierci) pośród wrzawy kiboli, żyją sobie przez kilka lat na wspaniałych pastwiskach jak królowie i prowadzą piękne – jak na byki – życie. Na afiszu oznajmiającym o zawodach corridy poza nazwiskiem matadora, który liczy się najbardziej, tak samo podaje się nazwę farmy, która wyhodowała i wyszkoliła byka. Wszystko to jest skomplikowane i musisz być Hiszpanem z Andaluzji, aby wyssać to wszystko z mlekiem matki. Jeśli masz mało wrażeń, to w lipcu pojedź do Pampeluny na gonitwę z bykami, po krętych uliczkach miasta, ale pamiętaj, że po kilku minutach zawsze jest już kilku kandydatów na przyjęcie do pobliskiego szpitala. Ale gdy przetrwasz, to możesz wziąć udział od razu w corridzie, bo właśnie na arenie giną potem byki haratające najpierw ciżbę śmiałków na swojej drodze, a wszystko to ku czci św. iberico w WalencjiPo atrakcjach z bykami przeskoczmy od razu przez Madryt i Barcelonę, do Walencji, gdzie na ogromnym rynku Mercado Central, gdzie sprzedaje się wszelakie dobra żywnościowe kupić można hiszpański hit pośród szynek – słynną szynkę jamon iberico. Właściwie wszędzie ją można nabyć, a jej wielki udziec kosztuje ponad euro. Szynkę produkuje się w sumie przez ponad 3 lata, a podczas tego czasu podlega różnym procesom: nacieraniu solą morską, suszeniu, dojrzewaniu w odpowiednich temperaturach i wilgotności oraz leżakowaniu w piwnicy. Jest potem tak wytrzymała, że trzyma się ją po prostu w kuchni bez lodówki i od wielkiego udźca głodomorzy odkrawają cieniutkie paski szynki specjalnym kozikiem. W ostatniej fazie leżakowania tworzy się w szynce iberico specjalny aromat i kształtują się walory smakowe, na skutek powolnych zmian biochemicznych w mięsie i tłuszczu, który wcześniej wnika do włókien taką umiejętność miała większość z nas, że po wypiciu kilku piw i długim leżakowaniu na tapczanie, nasz tłuszcz ulegałby cudownym przemianom, to byłoby wspaniale. Szynka taka jest znakowana specjalnymi etykietami gwarantującymi jakość wyrobu, a etykiety mają 4 kolory z których najbardziej pożądany jest czarny, a potem czerwony. Kolory oznaczają w jakim stopniu szynka wykonana jest ze specjalnej rasy cerdo iberico. W każdym razie jedno jest pewne, taka szynka w ustach to jak miód w gębie i bije na głowę wszelkie współczesne badziewie pakowane pod szyldem znanych marek, przebija nawet szynkę parmeńską z kilograma Kolumba krąży po świeciePodobno nie był Hiszpanem, ale pochodził z Genui, a jest nawet teoria, że był pół Polakiem, bo mógł być synem naszego króla Warneńczyka, który nie zginął w bitwie pod Warną, ale zbiegł na Maderę i tam spłodził Kolumba. Jest cenną relikwią dla Hiszpanów, jej najsławniejszym synem, choć był tylko żeglarzem w służbie króla Hiszpanii. Odkrył wiele nowych lądów: Amerykę, Kubę, Haiti, Dominikanę i wiele innych, a wszystko z garstką ludzi i na trzech malutkich stateczkach, z których największym była Santa Maria. Po sukcesach I wyprawy i powrocie do Sewilli, zorganizowano kolejną z kilkunastoma statkami, na które pchali się już wszyscy, łącznie z księżmi, bo wszyscy chcieli rabować i zabijać tubylców. Dlatego odkrycia Kolumba nie są zbyt wielbione w krajach Ameryki Południowej. Ciekawą rzeczą jest fakt, że ciało Kolumba pochowano kilka razy, a obecnie znajduje się w wiszącym nad ziemią sarkofagu w katedrze w Sewilli. A to dlatego, że odkrywca nie chciał leżeć w hiszpańskiej ziemi, ale chciał być pochowany na jednej z wysp należących do Hiszpanii i którą sam odkrył. Dlatego jego ciało leżało już między innymi na Dominikanie, Kubie, ale problem z tym, że z czasem Hiszpania traciła kolejne zamorskie posiadłości i trzeba było Kolumba przenosić, aż z braku innej możliwości trafił do Sewilli. Niestety, po wielu ekshumacjach okazało się, że z całego ciała tego słynnego człowieka pozostało tylko ćwierć kilograma, a resztę zagubiono. Na szczęście zbadano ile jest Kolumba w Kolumbie i za pomocą analizy porównawczej DNA stwierdzono, że jest to Krzysztof Kolumb. Hm…zawsze to jakiś sukces, a jeśli znajdziesz resztę Kolumba zgłoś się do rządu Hiszpanii, a on Cię ozłoci, a na śniadanie codziennie będziesz zajadać jamon iberico. A byłeś już w Mandurah ? Nie ? To zapraszam do wpisu:
Dla jednych to sztuka, dla innych tylko barbarzyński spektakl. Corrida, czyli walka z bykami, budzi skrajne emocje, ale pomimo swego okrucieństwa przyciąga na trybuny tłumy widzów - pisze Łukasz Hiszpanii na dobre rusza tradycyjna corrida. Przed kasami w Madrycie tworzą się gigantyczne kolejki, każdy chce kupić bilet na rozpoczęcie sezonu walk w przyszłym tygodniu. Ale pokazy uśmiercania byków odbywają się także w Portugalii, południowych regionach Francji, portugalskim regionie Ribatejo i w niektórych krajach Ameryki Łacińskiej, w Ekwadorze, Kolumbii, Meksyku i Peru. W tych ostatnich jednak mamy do czynienia z humanitarną odmianą corridy. Walki bardziej przypominają pokazy cyrkowe i rzadko kiedy giną w nich byki. Nie ma jednak wątpliwości, że to właśnie Hiszpania najmocniej kojarzy się z corridą. Tu nie ma walk nierozstrzygniętych. W takich miastach jak Madryt, Sewilla czy Walencja znajdują się też najsłynniejsze areny zwane plazas de toros (place byków). Walki można jednak podziwiać w każdym mieście, zazwyczaj w dni świąteczne. Przy okazji pojedynków człowieka z bykiem nie można nie wspomnieć o słynnej Pampelunie, w której co roku od 6 do 14 lipca odbywają się słynne encierros - gonitwy byków i ludzi ulicami miasta. Kończą się zwykle śmiercią tych pierwszych i bardzo często ciężkimi obrażeniami drugich. W Hiszpanii próżno by szukać przeciwników walk z bykami. Tu niemal każdy mały chłopiec marzy o tym, by zostać słynnym matadorem. Jednak nie do końca wiadomo, skąd na Półwyspie Apenińskim wzięła się ta licząca już setki lat tradycja. Jedna z teorii głosi, że corridę sprowadzili Arabowie, ale wielu historyków podważa ją, zauważając, że nie istnieje ona w żadnym z państw muzułmańskich. Inne zaś mówią o Kartagińczykach lub Rzymianach. Wiadomo, że kiedyś był to sport ekskluzywny, zarezerwowany dla arystokracji. Legenda głosi, że już w XI wieku sam Cyd, legendarny wojownik, pokonał parę byków. Corrida była nawet przedmiotem sporu pomiędzy hiszpańskim dworem a Watykanem. W XVI wieku król Filip II sprzeciwił się woli papieża Piusa V, który zakazał walk bykówi anulował papieską bullę w tej sprawie. Na arenie występowali królowie Karol V i Filip IV. Gorącym zwolennikiem corridy jest też obecny król Hiszpanii Juan Carlos, który podobnie jak i inni miłośnicy tej rozrywki, często podkreśla, że jest ona wyjątkowym połączeniem choreografii i rzeźby. Rzeźbiarzem w tym przypadku ma być matador, a jego rzeźbą byk i jego powolne konanie. Walka z bykami ma kilka etapów. Najpierw na plaza de toros wpędza się byka, a toreadorzy drażnią go i prowokują do ataków za pomocą capas, czyli żółto-różowych płacht. Gdy ważące tonę zwierzę staje się wściekłe, do akcji ruszają pikadorzy. Są to jeźdźcy na koniach, które obkłada się materacami, by chronić je przed ciosami byków. Koniom usuwa się także struny głosowe, by nie wydawały z siebie odgłosów, gdy zostaną boleśnie uderzone. Pikadorzy zaś mają za zadanie wbić lancę w unerwiony garb tłuszczu na karku byka. Po nich przychodzą piesi banderilleros, którzy starają się wbić w garb zwierzęcia banderilles, czyli krótkie włócznie zdobione czerwonymi wstążkami, które dodatkowo drażnią zwierzę. Właściwie wbita banderilla sprawia, że byk rażony bólem na chwilę zwalnia, co daje czas na uskoczenie przed jego rogami. To wszystko ma na celu jak największe osłabienie byka. Wbite lance powodują osłabienie mięśni grzbietu. Krwawiące zwierzę trzyma łeb nisko i ma ograniczone ruchy. Wtedy nadchodzi czas na głównego bohatera spektaklu, czyli matadora. Gwiazda corridy za pomocą mulety, małego kawałka czerwonego materiału przymocowanego do kijka, myli ruchy byka. Wykonując rozmaite skomplikowane zwroty, musi jednocześnie unikać rogów. Kiedy zwierzę ze zmęczenia przestaje reagować, matador stara się zabić je pierwszym uderzeniem. Musi bezbłędnie trafić szpadą w miejsce na karku niewiele mniejsze od monety. Taki cios przerywa rdzeń kręgowy i zwierze pada natychmiast. Rzadko kiedy jednak udaje się to za pierwszym razem. Jeśli publiczność jest zadowolona, wymachuje chustkami i wiwatuje na cześć matadora. Najgorszym zaś, co może spotkać zabójcę byków, jest powiedzenie o nim, że "zabija wulgarnie". 10-letni Michalito Lagravere Peniche najwyraźniej nie zabija wulgarnie. Ten chłopiec jest najmłodszym matadorem na świecie. Ma na swoim koncie już kilkadziesiąt zabitych byków. Jego pasją, oprócz posyłania na tamten świat tonowych gigantów, jest też kolekcjonowanie ich uszu, które sam po każdej walce odcina udręczonym zwierzętom. - Kiedy stoję koło byka, koncentruję się tylko na tym, by go zabić - z dumą opowiada Michalito. Z chłopca dumni są jego rodzice, którzy przeprowadzili się nawet specjalnie dla niego do Meksyku, bo w Hiszpanii prawo zakazuje zabijania byków osobom poniżej szesnastego roku życia. Walki tego chłopca w Ameryce Południowej przyciągają po kilkadziesiąt tysięcy licznych protestów organizacji ekologicznych i obrońców praw zwierząt walki byków wciąż cieszą się ogromną popularnością. Walka o delegalizację corridy trwa nieprzerwanie od dziesięcioleci. Przeciwnicy całkiem słusznie twierdzą, że walka z bykiem to nic innego jak torturowanie zwierzęcia, które wykrwawia się ku uciesze tłumu. W samej tylko Hiszpanii, według danych organizacji ekologicznych, rocznie zabija się 40 tys. byków. Obrońcy praw zwierząt alarmują też, że zwierzęta, zanim trafią na arenę, przeżywają prawdziwe katusze. Najpierw się je znakuje za pomocą gorącego żelaza i przebija blachą ucho. Od urodzenia przechodzą sadystyczne treningi, które mają sprowokować u nich agresję. Są np. brutalnie bite, a w górny odcinek ogona mają wbijane drewniane kołki.
Don Kichot i Sancho Pansa – legenda, czy prawdziwa postać Don Kichote i Sanczo Pansa to postacie pierwszoplanowe w powieści Cervantesa „Don Kichote”. Kim był główny bohater ? Don Kichot z La Manchy (Don Quijote de la Mancha, właściwie Alonso Quijano), zwany był „Rycerzem Smętnego Oblicza”. Pod wpływem literatury o czynach rycerskich, zapragnął zostać błędnym rycerzem. Niestety jego pasja doprowadzała do nielogicznego działania. Na swoim koniu wraz z giermkiem Sanczo Pansa wyruszają w drogę. Don Kichot wybiera damę serca – jest nią wieśniaczka Aldonza Lorenzo, nazywana przez bohatera Dylceneą. Giermek podziwiał go, wręcz uważał za autorytet, gdyż Don Kichot był dzielny, waleczny i odważny. Posiadał wszystkie cechy dobrego rycerza. Chciał być najlepszym z pośród nich. Był szczodry, miał zamiar podzielić się z giermkiem swoim dobytkiem i nadać mu tytuł hrabiego. Początkowo Sanczo, jako osoba mało rozumna i naiwna, bezgranicznie wierzył każdemu słowu wypowiedzianemu przez jego pana. Jednak stopniowo zauważał coraz większe obłąkanie Don Kichota. Próbował uchronić go przed walką z wiatrakami. Starał się nie ulec szaleństwu błędnego rycerza. Opętanie Don Kichata sięgało zenitu. Walczył z przedmiotami, nie zwracając uwagi na rozważne ostrzeżenia Sanczo. Chęć zdobycia tytułu najlepszego rycerza doprowadziła go do paranoi. Zarówno postać Don Kichota jak i Sanczo miały taki sam cel – być najlepszym rycerzem. Jednak Sanczo był postacią rozważną, dążącą do celu w granicach rozsądku, jego czyny były roztropne. Okazał się postacią asertywną. Don Kichot natomiast dążąc do celu zagubił rozsądek, co spowodowało obłęd i opętanie w jego zachowaniu i czynach. Tyle historii. W naszym, polskim języku mówimy często – że jakaś czynność jest, jak walka z wiatrakami. Ten związek frazeologiczny oznacza walkę z czymś nierealnym, często urojonym albo również walkę beznadziejną, bez szans na powodzenie. Powiedzenie to pochodzi właśnie od postaci Don Kichota, który widząc wiatraki, bierze je za olbrzymy i na swoim rumaku Rosynancie z piką w dłoni atakuje jeden z nich. Wbija kopię w skrzydło wiatraka, w efekcie czego obracające się skrzydło łamie broń, a odważny rycerz zostaje ranny. Niestety walka z urojonymi olbrzymami nie przynosi efektów, o czym ostrzegał go wcześniej wierny giermek Sancho Pansa. A ja zapraszam Was podczas pobytu na Costa Blanca, na całodniową wycieczkę szlakiem Don Kichota – Ruta de Don Quijote. W czasie tej wspaniałej podróży zobaczycie zamek, miasto, gdzie Don Kichot śpiewał i mówił do Dulcynei, a także wspaniałe wiatraki, z którymi walczył ten dzielny, obłąkany rycerz. Oto moja trasa i zdjęcia z podróży – Belmonte – Mota del Cuervo – El Toboso – Campo de Criptana – Consuegra. Zdjęcia z La Manchy Początek trasy – Belmonte Widok ze wzgórza na równiny La Manchy Zamek twierdza w Belmonte – niestety był zamknięty w czasie mojej wizyty Mota del Cuervo – industrialny Don Kichot we własnej osobie W środku młynu – wiatraka można obejrzeć jak kiedyś mielono ziarno na mąkę El Toboso – Don Kichot klęczy przed Dulcyneą El Toboso – drogowskazy do Muzeum Cervantesa oraz do domu Dulcynei El Toboso – tego Pana nie trzeba nikomu przedstawiać Gdzieś na rondzie w drodze do kolejnych wiatraków – Don Kichot ma kolejnego wroga – atakuje z piką słońce, a Sancho Pansa próbuje bezskutecznie wybić z głowy ten szalony pomysł Niestety minęliśmy bokiem Campo de Criptana, ale jeszcze tam zajrzymy przy okazji drugiej wycieczki szlakiem Don Kichota Consuegra – według mnie najpiękniejsze wzgórze szlaku La Mancha z zamkiem oraz mnóstwem wiatraków. To właśnie z tymi wiatrakami walczył „dzielny” Don Kichot, myśląc, że to rycerze giganci. Consuegra – bliźniaki wiatraki 🙂 Consuegra – żegnamy szlak Don Kichota i wracamy na wybrzeże Orihuela Costa A tu znajdziecie oficjalną stronę szlaku Don Kichota – Ruta de Don Quijote Corrida – część hiszpańskiej kultury i tradycji Corrida lub Korrida (hiszp. corrida de toros, czyli bieganie z bykiem) – walka matadora z bykiem, której korzenie sięgają XII wieku. Według niektórych jest to zwyczaj sprowadzony na Półwysep Iberyjski przez Arabów, a inne wersje mówią o Kartagińczykach lub Rzymianach. Kiedyś zwyczaj popularny wśród arystokracji, w walkach brali udział nawet królowie (np. Filip IV). Pierwsza korrida (według źródeł) odbyła się na cześć Alfonsa VIII w 1133 roku. Corrida jest swego rodzaju teatrem, „tańcem” torreadora z ponad 500 kilogramowym bykiem, który najczęściej się kończy śmiercią tego drugiego. Jednak jest sporo przypadków, kiedy to byk taranuje konia, czy matadora i nierzadko się kończy to poważnymi ranami, a nawet śmiercią człowieka. Walki odbywają się w części Hiszpanii, w południowej części Francji, w jednym z regionów Portugalii oraz w krajach Ameryki Południowej. Walka Corrida zwykle rozpoczyna się popołudniu, przed zachodem słońca, zazwyczaj o godz. lub Na ogół jest to 6 byków i 3 matadorów, z których każdy ma zabić 2 byki. Składa się z kilku uświęconych tradycją etapów. Najpierw, przed spektaklem torreadorzy losują byki. Byki hodowane są praktycznie na wolności, w wielkopowierzchniowych gospodarstwach rolnych, gdzie mogą przez min. 5 lat biegać wolno. Jest to specjalna rasa, która jest wyjątkowo „jurna”, a do tego agresywna. Kiedy byki „dojrzeją”, kończy się czas wolności i wpuszcza się je na arenę – plaza de toros. Corrida składa się z 4 aktów i rozpoczyna się muzyką graną przez lokalną orkiestrę oraz przemarszem wszystkich jej uczestników przed widownią i trybuną honorową, na której siedzi Prezydenta miasta. Po tej uroczystej części rozpoczyna się pierwsza walka, wychodzi pomocnik z tabliczką, na której jest umieszczona nazwa hodowli i waga byka. Potem na scenę wchodzą pomocnicy matadora, którzy drażnią byka, prowokując go do ataków na matadora, za pomocą żółto-różowych płacht. Torreador ma czas oznaczony przez sygnał trąbki na sprawdzenie byka – na ile jest silny, agresywny, w którą stronę bardziej skręca. Następnie pikador – jeździec na odpowiednio zabezpieczonym koniu – wbija bykowi lancę (oszczep), w garb tłuszczu na karku. Jego zadaniem jest nacięcie mięśni byka z tej strony, z której byk jest najbardziej agresywny. Ta część przedstawienia ma zapewnić większe bezpieczeństwo matadorowi. Po kolejnej trąbce wchodzą piesi, zwani banderilleros. Starają się oni zahaczyć o skórę na grzbiecie byka charakterystyczne, krótkie piki, przyozdobione kolorową krepą, a zakończone małymi haczykami (banderille). Jest to według mnie najbardziej niebezpieczny moment corridy. Banderillos stoi naprzeciw byka, biegnie wprost na niego i ma ułamki sekund, aby wbić mu banderille i bezpiecznie uskoczyć sprzed rogów „el torro”. Te dwa etapy mają na celu osłabienie mięśni karku byka, by ten trzymał głowę nisko i miał nieco wolniejsze ruchy. Następnie matador „tańczy” z bykiem kilkanaście minut, z pomocą tępej szpady oraz mulety – czerwono-żółtej płachty. Im niebezpieczniejsze są pozycje matadora, im jest on bliżej byka, tym większe otrzymuje brawa oraz krzyki „OLE !”, a orkiestra wznawia granie. W końcu kiedy matador i byk jest już zmęczony, matador stara się je zabić trafiając szpadą w miejsce wielkości monety na karku byka. Taki celny cios trafia w serce byka. Gdy uda mu się to za pierwszym razem, a byk w ciągu kilkunastu sekund skona, główny bohater widowiska zyskuje brawa widowni. Wtedy nierzadko pomocnicy odcinają mu ucho lub uszy byka, a czasem również ogon. Zdarza się, że niedoświadczony matador nie trafi byka nawet za drugim lub trzecim razem i zostaje nierzadko wygwizdany, co jest dla niego ogromną hańbą. W takim wypadku byk może zostać dobity szpadą z ostrzem zakończonym krzyżem, która przecina bykowi rdzeń pacierzowy, co powoduje natychmiastową śmierć byka. Bywa też, że byk wraca wolny na pastwisko i żyje tam do końca swoich dni. Po zakończonej walce wchodzi kolejna ekipa torreadorów, a po trzeciej potyczce z bykiem następuje przerwa, trwająca kilkanaście minut. W tym czasie Hiszpanie jedzą przyniesione ze sobą hiszpańskie specjały, popijające je piwem lub winem. Gościnny zwyczaj nakazuje dzielenie się z sąsiadami kanapkami, prażonym słonecznikiem, czy też napojami. Wielokrotnie podczas corridy spotkałem się z życzliwością Hiszpanów, którzy wręcz wymuszali na mnie wzięcie puszki piwa, czy napicie się z nimi wina albo też posmakowanie upieczonych przez siebie specjałów tutejszej kuchni. Po przerwie następują kolejne 3 walki, a po ich zakończeniu następuje przemarsz zwycięzców wokół areny. Często również matador, który zabił byka pierwszym pchnięciem szpady, paraduje dokoła areny, zbierając kwiaty, odrzucając kapelusze, chustki, czy inne „gadżety”, które rzuciła mu widownia. Zdarza się też, że z areny ktoś rzuca bukłak z winem i torreador pije i odrzuca go spowrotem na widownię. Te gesty służą pojednaniu się widza z matadorem, oddaniem mu szacunku. Martwe zwierzę zostaje wywiezione przez osły lub muły poza arenę. Tam znajduje się rzeźnia, gdzie następuje „rozbiórka” martwych byków. Ich mięso wędruje do samochodu chłodni i jest sprzedawane do sklepu mięsnego „carniceria”, a nierzadko też trafia do pobliskiej restauracji – w końcu to najwyższej jakości wołowina, hodowana na naturalnych pastwiskach. Są również odmiany Corridy, które nie kończą się śmiercią byka, występują tam zazwyczaj młodzi matadorzy. Inną formą walki z bykami jest Corrida de rejones, gdzie głównym bohaterem jest rejoneador – torreador na koniu. Kontrowersje Spór o korridę trwa od wielu lat. Jej przeciwnicy twierdzą, że jest to znęcanie, czy torturowanie zwierzęcia, które wykrwawia się ku uciesze tłumu. Zwolennicy, do których należy były król Hiszpanii Juan Carlos, podkreślają, że corrida to wyjątkowa sztuka, widowisko, łączące w spójną całość choreografię, kostium i muzykę. Matador jest wielkim mistrzem, aktorem, walczącym z ponad pół tonową bestią. Jest więc dla wszystkich widzów niesamowicie odważnym bohaterem. Miłośnicy korridy dostrzegają w niej nie tyle ból i cierpienie, co przede wszystkim piękno. Dodać należy, że na razie jedynie Katalonia uchwaliła zakaz korridy od 1 stycznia 2012 roku. Część Hiszpanów twierdzi, że corrida jest lepszym rodzajem śmierci dla byka, niż rzeź w ubojni. Ponad 500 kilogramowy byk walczy z człowiekiem na arenie i ma szansę uniknąć śmierci, a jeśli zostanie zabity, to na pewno stresuje się mniej, niż zwierzęta podczas tradycyjnego uboju. Wypadki Na początku sierpnia 2010 roku na arenie Guadarrama pod Madrytem bardzo poważnie raniony został wielokrotny mistrz tańca z bykami David Galvan. Wystarczyło jedno potknięcie, aby byk uderzył go rogiem, wyłamując mu kilka zębów, rozszarpując dolną wargę i część twarzy, czoła i tył głowy. Inny z czołowych hiszpańskich matadorów Jose Tomas w stanie krytycznym trafił do szpitala po walce z bykiem na najsłynniejszej madryckiej arenie – Plaza de Toros de Las Ventas w 2010 roku. Róg wszedł w jego ciało aż na dziesięć centymetrów, przebił żyłę i tętnicę przez co Tomas stracił mnóstwo krwi – operowano go jeszcze na arenie. W swojej karierze uczestniczył w ponad 500 festiwalach, cudem, ale przeżył i tą corridę. Jak zapowiedział wróci na arenę, by znów zmierzyć się z bykiem. Jednak nie tylko matadorzy i uczestnicy gonitw narażają się na atak rozjuszonego zwierzęcia. Byki są w stanie wyskoczyć na wysokość trzech metrów. W miasteczku Tafallia, na północy Hiszpanii miał miejsce pokaz tzw. rekortadorów, którzy – w przeciwieństwie matadorów – nie używają żadnego rodzaju broni, a jedynie drażnią byki, by ponad biegnącymi, rozwścieczonymi zwierzętami wykonywać efektowne skoki i akrobacje. Tym razem byk szarżował nie na torreadora, ale w publikę. Przeskoczył najpierw płot, a później druciane ogrodzenie i przedostał się na wypełnione po brzegi trybuny. Stratowanych i ranionych zostało 40 osób, w tym 5 poważnie ranionych. Wśród nich był zaledwie 10-letni chłopiec, który o życie walczył w szpitalu. Torreador – ogólne określenie osoby, która występuje na arenie do walki z bykami. Matador – to główny bohater wieczoru. Najpierw walczy z bykiem, drażniąc go muletą i robiąc uniki, a na końcu zadaje bykowi śmiertelny cios szpadą. Kapeador – to torreador, który drażni byka za pomocą czerwonej płachty. Banderillero – wbija w byka krótkie włócznie ze wstążkami. Pikador – jeździec, który posługuje się piką. Cuadrillas – to zespoły składające się z dwóch konnych picadores i trzech banderilleros. Rekortador -torreador, który nie posługuje się bronią, ani płachtą. Zgodnie z tradycją stara się chwytać za rogi i przeskakując byka wykonuje ewolucje. Rejoneador – matador walczący z bykami konno. Przez cały spektakl na swoim koniu wykonuje wszystkie 4 akty. Finalnie zabija byka krótką piką. Najbardziej znani matadorzy Luis Miguel Dominguín Manuel Laureano Rodríguez Sánchez (Manolete) Cristina Sánchez – kobieta
walka z bykami hiszpania